Wczasy

wczasy, wakacje, urlop

Okres Wielkanocny na pomorzu

27 luty 2013r.

W okresie wielkanocnym praktykowany był na całym Pomorzu zwyczaj "zielonego dyngusu", a więc przejaw słowiańskiej magii drzewa, sięgający poza rzekę Pianę. Nie ma go wprawdzie na Rugii, ale występuje w okolicach Dymina. Tu, tak samo jak na naszym, bliższym Pomorzu, dzieci przynoszą z lasu na dwa tygodnie przed świętami wici brzozowe, stawiają je na oknie w naczyniu z wodą, a w poranek wielkanocny obchodzą śpiących i smagają ich rózgami zielonymi, otrzymując za to dary i poczęstunek. Ten sam zwyczaj znany jest również w Ziemi Malborskiej. Typowe dla Łużyc "kulanie jajek", jeden z najstarszych zwyczajów wielkanocnych, zanotowano jeszcze w początkach b. stulecia w Widu-chowej pod Szczecinem. Pagórki, na których obrzęd ten się odbywa, nazywają Niemcy "wendyjskimi". Podobna zabawa dzieci odbywała się również w niektórych miejscowościach na Uznamiu. Twardo ugotowane jajko musi pęknąć, by wolno je było spożyć. W Kolnie koło Dyminka toczeniu jajek towarzyszą wyścigi, urządzane w drugie święto Wielkanocy. Gra ta jest jednym z ciekawszych reliktów słowiańskich. Pewną odmianę tej gry dzieci zanotowano we wsi Bielinek (Belling) koło Po-zdawilka (Pasewalk). Odbywała się ona tutaj w pierwsze święto, a używano do niej jajek barwionych. Mamy tu więc ślad polskiego zwyczaju kolorowania jajek, który zresztą na Pomorzu Zach. mniej jest w użyciu. Zwyczaj toczenia jajek z góry centralizuje się raczej na południu, między Płonią i Iną, a więc w zasięgu swoim zstępuje ku Łużycom. Znany tam jest przecież obrzęd "walkanje", stanowiący doroczną zabawę ludową, np. w Budziszynie, gdzie na Wielkanoc toczy się pisanki z pagórka nad Sprewą. Ogniskujące się około Zielonych Świąt zwyczaje pasterskie, a więc wypędzanie i wieńczenie bydła, oraz wyścigi, najbardziej u nas znamienne w okolicach podgórskich, np. na Śląsku, na Podhalu, występo-vały jako stary obrzęd słowiański również na Pomorzu Szczecińskim. V Rzepowie, w pow. szczecineckim, oraz w innych wioskach tej okolicy widywało się już o godzinie trzeciej z rana krowy na pastwisku. W Grąbczynie (pow. szczecinecki) odbywało się także wieńczenie bydła. Krowom zawieszano wieńce z witek brzozowych na szyję oraz wiązankę dartej kory przy lewym rogu. Również i gęsi otrzymywały wianki kwietne na szyję. Pasterze wygłaszali oracje, których słowiański tekst już się oczywiście nie zachował, i dostawali za to tradycyjny "pieniądz zielonoświąteczny". Dawniej w okolicach Piły były również znane wyścigi konne, gonitwy pasterzy, w czasie których zrywano wieniec umieszczony na dwumetrowej tyczce. Później zabawy te ze względu na bezpieczeństwo publiczne zostały wzbronione. Zwyczaju zielonoświątecz-nego strzelania do gołębi nie zaliczano do reliktów słowiańskich, raczej do ogólnoeuropejskich, jest on na Pomorzu mało znany, należy do zwyczajów mieszczańskich, uległ też już zupełnej urbanizacji. Z obrzędów wiosennych wymienić trzeba jeszcze zwyczaj sadzenia sztucznego drzewka przed czyimś domem. Na Śląsku jest to pewną odmiana maika, stosowana przez młodzież męską, zalecającą się do wybranej dziewczyny. Na Pomorzu Zach. zwyczaj miał charakter społeczny, gdyż trzymetrowy pień świerka z wieńcem na szczycie ustawiało się na podwórzu jednego z włościan, który za to urządzał zabawę z poczęstunkiem i tańcami. Ponieważ obrzęd ten przechodził różne przekształcenia i przemiany, trudno dziś ustalić, do jak dawnych tradycji należy tu nawiązać. Wytłumaczenia tego zwyczaju należało by szukać w miejscowych archiwaliach. Relikty słowiańskie nie wyczerpują się na obrzędowości dorocznej, choć łatwiej je tu wykryć niż w innych działach kultury ludowej. Znacznie więcej ich znalazłoby się w obrębie wierzeń i przesądów, gdyby był do dyspozycji wyczerpujący materiał z tej dziedziny. W obrębie kultury duchowej przetrwały szczątki zarówno mitologii jak i demonologii słowiańskiej. Były więc w obiegu na całym terenie Pomorza Zach. nazwy, określające istoty demoniczne, którymi straszyło się dzieci. Warto by zająć się ich etymologią i historią celem wyświetlenia pierwotnego znaczenia. Do takich należy w okolicach Koszalina "mu-macz", a koło Szczecinka i nad górną Wieprzą "bumbacz", który na wyspach Uznam i Wolin przekształcił się w "mumeluksa" i "bume-luksa", a znów między Odrą i Iną występował jako "bałbał" i "mumum". Wiadomo przecież, że niejeden fragment etnograficzny staje się zabawką dla dzieci, mimo że posiadać może bardzo poważną genezę. W każdym razie określenia te nie są znane Niemcom w głębi Rzeszy, muszą więc być związane z słowiańskim wschodem. Niemcy nie zdołali również dotąd wytłumaczyć wyrazu "Swark" i "swulk", służącego na określenie chmury gradowej.

ocena 4/5 (na podstawie 20 ocen)

Czas na wakacje z ukochaną.
wczasy, Pomorze, pomorze, Kultura pomorska